EPWA SPOTTERS —> Artykuły —> Lotnictwo Wirtualne

Na Antyle Holenderskie bez ruszania się z domu!

fot.Damian Leśniak Witam wszystkich przed lotem Air France numer 448 z Paryża na Princess Juliana – tak rozpocząłem briefing w naszym crew center. Dzisiejszy lot wykonamy na Boeingu 747, który w naszej linii lata od 5 lat.
 

Szybko sprawdzamy listę członków załogi. Wszyscy są. Na początek idą wszystkie kwity, dotyczące paxów. To robota dla załogi pokładowej. Cała nadzieja w szefowej pokładu – Kasi, którą znam od wielu lat, bowiem poprzednio pracowaliśmy w tej samej firmie.

Młody F/O - Florent skrupulatnie przegląda METAR-y i NOTAM-y, które zawierają informacje dotyczące pogody na trasie i informacji na temat infrastruktury danego lotniska. Planujemy jeszcze ilość paliwa i natychmiast pakujemy się do naszego firmowego busa, który zawiezie nas bezpośrednio pod T2 na lotnisku Charlesa De Galla. W drodze na kolanie przeglądam jeszcze dokładnie jakie wyznaczone zostały dla nas NAT-y (North Atlantic Track) – korytarze, które zmieniają się ze względu na pogodę nad Atlantykiem. Wraz z nami jedzie załoga lotu AF524, który za 2 godziny wystartuje do Dubaju.

Przechodzimy szybko kontrolę bezpieczeństwa. Strefa wolnocłowa kusi nas różnobarwnymi reklamami ale nie ma czasu na zakupy. Już po 10 minutach jesteśmy na pokładzie naszego Jumbojeta. Załoga pokładowa przygotowuje kabinę dla pasażerów, Florent zajmuje się kokpitem, ja po chwili jestem na płycie lotniska, gdzie robię walk around. Jest to obchód samolotu w celu sprawdzenia jego  stanu technicznego, a także czy nie występują żadne usterki.

               Jest godzina 6.30 czasu lokalnego, słuchamy ATIS, który informuje nas o sytuacji pogodowej na lotnisku. Wszystko wydaje się porządku, wiatr trochę nam wariuje ale jego prędkość nie przekracza 10 węzłów, tak więc jesteśmy spokojni. Trwa boarding pasażerów, a my w kokpicie przełączamy radio na częstotliwość 126.65:

 

„Bonjour Rossy Delivery, AF448, with information Delta on board , ready to copy clearance to Princess Juliana”

 

 

Zapisujemy kod transpondera, procedura odlotu SID oraz godzinę slota.

Po 10 minutach, Kasia informuje mnie, że wszyscy pasażerowie są na pokładzie. Drzwi zamknięte, jesteśmy gotowi do kołowania. Zgłaszamy się na częstotliwości GND i dostajemy zgodę na uruchamianie silników i wypychanie z gatu. Kołujemy do pasa 08, z którego zaraz wystartujemy. Od wieży dostajemy „hold short before rwy08, due to landing Saudi Arabian – Boeing 777”.

 

Po lądowaniu dostajemy zgodę na zajęcie pasa oraz na oczekiwanie przed pasem. Minutę później w słuchawkach słyszymy:

 

„AF448, wind is 270 degrees at 10 knots, runway 08, clear for take off, bon voyage!

 

Od razu przesuwamy manetki do przodu i nasz Jumbo zaczyna nabierać szybko odpowiedniej prędkości, 80 knots, checked, V1, rotate; jesteśmy już w powietrzu, pozytwne wznoszenie, Florent chowa klapy, a ja zgłaszam się na De Gaulle APP:

 

 „Good Morning, Roissy Departure, with You - AF448, passing 1,400 feet

“AF448, Rossy Approach, Good Morning, identified, climb FL240, dct AKEMO”.

 

Dostaliśmy skrót, tak więc będzie szybciej niż proceduralnie. Po 15 minutach od startu, przełączamy się na radar, który poprowadzi nas aż do granicy kontrolowanej przez Portugalski CTR. Przed Azorami, dostajemy zgodę na wlot nad Atlantyk, jesteśmy już dawno na wysokości przelotowej – 38,000 stóp nad ziemią. Przed nami jeszcze 5 godzin lotu. Przełączam się na radio wewnątrz samolotu i jak zawsze witam pasażerów na pokładzie.

Oczywiście zapowiedzi mówię po angielsku i informuje, pasażerów, że zaraz pierwszy oficer przedstawi plan lotu w języku francuskim. Tak to jest jak pracuje się na obczyźnie. Jednak zanim do słowa dojdzie Florent, mówię po polsku zapowiedzi. Zawsze jakiś rodak znajdzie się na pokładzie i na pewno będzie mu miło, że kapitanem rejsu jest Polak. Ale co się dziwić, świat idzie do przodu i pracujesz tam gdzie chcesz.

            Na TCAS’ie mały ruch, przed nami poziom wyżej 15 mil z przodu leci też Airbus A340-600 Lufthansy ale nasi zachodni sąsiedzi lecą akurat do Nowego Jorku. Pogoda w czasie lotu jest dobra, mieliśmy okres lekkich turbulencji, który był spowodowany zawirowaniami powietrza. W końcu lecimy nad Atlantykiem. Lot szybko mija, nic szczególnego się nie dzieje. Teraz to Florent jest pilotem lecącym, mam chwilę dla siebie. Idę do kabiny, Kasia mówi, że nic się szczególnego nie dzieje. Wracam do kokpitu, Florent informuje mnie o jakiś dziwnym samolocie, który pojawił się nam na radarze. Nie wiemy co to jest i żadnej częstotliwości z nim nie nawiążemy. Myślę, czy wyjąć aparat ale szybko decyduję się, że na razie poczekam. Zapomniałem ładowarki, a trzeba będzie 5 dni wytrzymać z jedną baterią. Nagle okazuje, że jest to Air Force One, lecący z prezydentem Barackiem Obamą na pokładzie, na szczyt do Pragi. Florent bardzo żałuje, że nie mamy fotki tej maszyny. Powiedziałem mu, że nie ma się co martwić. Koledzy spotterzy z Polski na pewno wybiorę się do Pragi na spocenie takiej maszyny.  Zaczynamy schodzenie, dostajemy direka, jesteśmy drudzy w kolejce. Przed nami Boeing 777 British Airways, który jest już na 20 mili do lotniska. Warto dodać, że kontrola APP na wyspie jest czynna w godzinach 1200-2400Z do poziomu FL150. Jesteśmy już jedynką, 15 milowa prosta po małych wektorach. Chyba nudziło się kontrolerowi?! I zgłaszamy się na 118.700 gdzie słyszymy śmieszny akcent kontrolera podającego wskazówki dotyczące kołowania dla kolegów z Britisha.

Podchodzimy, podwozie wyrzucone, prędkość już dawno zredukowana. Umówiliśmy się z Florentem, że w drodze powrotnej to on będzie startował i lądował, a tymczasem ja wyląduje naszym Jumbo na 09.

 

Po chwili w słuchawkach słyszę głos kontrolera, śmiać się nie wypada ale jego angielski kojarzy mi się z polskimi pseudo reklamami, w których występowali zagraniczni aktorzy.

 

„AF448, wind is calm, runway 09, clear to land”

 

Florent odpowiada i potwierdza zgodę, na plaży tłumy, pewnie jakieś fotki znajdą się w serwisach internetowych. Miękko ląduję i sadzamy maszynę w 1/3 pasa. Turlamy się do końca, wykonujemy zwrotkę i kołujemy do bramki. Obok nas są już koledzy z Britisha, kolejna załoga już czeka aby po kilku dniach beztroskiego szaleństwa na wyspie, wrócić do domu.

 

Po wyłączeniu silników, pasażerowie gotowi są do wyjścia. Wychodzimy z Florentem aby ich pożegnać. Jesteśmy już w hotelowym busie. Zapowiada się 5 dni beztroskiego wypoczynku… do usłyszenia wkrótce!

Data: 2010-03-22