Zwykły lot z perspektywy pilota
23 maja odbyłem lot (DY2294/DY2295) samolotem linii lotniczych Norwegian Air Shuttle z Warszawy do Splitu, Chorwackiego miasta położonego nad Morzem Adriatyckim. Chciałbym pokazać jak wygląda zwykły lot z perspektywy pilota. Zapraszam do przeczytania materiału oraz obejrzenia zdjęć z lotu w kokpicie.
Dzisiaj możemy je spotkać głównie na ścieżkach podejścia, choć i z stamtąd powoli znikają. Na podejściu w Splicie znajdują się jeszcze takowe odbiorniki i nadal są używane. My także skorzystamy z odbiornika NDB. Kapitan wpisuje częstotliwości ADF, kiedy drugi pilot sprawdza odpowiednie mapki podejścia na pas 05. W Splicie będziemy lądować z wykorzystaniem systemu ILS. Minęliśmy Wiedeń i zmierzamy w stronę Słowenii. Po prawej stornie widać białe szczyty Alp. To znak, iż zaraz wlecimy na terytorium kolejnego państwa. Mijamy następny punkt i żegnamy się z kontrolą obszarową Austrii.. Piloci informując personel pokładowy o godzinie rozpoczęcia zniżania.
Od kontroli obszarowej dostajemy polecanie zejścia z FL360 na FL330. Następnie kontaktujemy się z kontrolą zbliżania w Splicie, która informuje nas o spodziewanym podejściu na pas 05 z wykorzystaniem ILS’a. Jesteśmy już naprawdę nisko.
W oddali na horyzoncie dostrzegam szafirowe kolory. To znaczy, że już dolatujemy do Morza Adriatyckiego, największego skarbu Chorwacji. Z prawej strony w oddali widać miasto Zadar położone na półwyspie, zaś przed nami niezliczona liczba wysp. Na niektórych można spostrzec miasta inne są zupełnie bez ludne. Jeszcze tylko ostry zakręt w lewo i jesteśmy na ścieżce schodzenia. Ostatni etap lotu – lądowanie. Od początku zapowiadano piękną pogodę w Splicie. Prognozy pogody sprawdziły się. Z odległości 13mil dostrzegam lotnisko. Położone na nie wielkim półwyspie, otoczone z jednej strony morzem zaś z drugiej wysokimi górami. Podwozie wyciągnięte, klapy wysunięte, prędkość 142 węzły. Na wysokości
„North shuttle 2294, wind is calm, clear to land runway
Po chwili nasz Boeing 737-300 dotyka kołami pasa – jesteśmy Splicie! Kołowanie na miejsce postojowe odbyło się także bez żadnych problemów. Przed nami 30 minutowy odpoczynek i musimy niestety wracać do Warszawy.
Zajęliśmy miejsce na płycie. Obsługa handlingowa szybko podstawiła schody. A pasażerowie sprawnie opuścili samolot. Choć maszyna stoi na płycie piloci nie mają zbytnio czasu by odpocząć po locie. Drugi pilot opuścił samolot na tzw. „walk around”, czyli obchód w około maszyny. Pilot musi sprawdzić czy w czasie lotu jakaś zewnętrzna część maszyny nie została uszkodzona. Po tej procedurze udajemy się do kokpitu by przygotować się do lotu powrotnego. W między czasie obsługa lotniskowa tankuje paliwo oraz ładuje bagaże. Kapitan oznajmia załodze, że możemy przyjmować pasażerów. W locie powrotnym będą 142 osoby. Łączymy się z wieżą, która daje nam pozwolenie na kołowanie do pasa 05. W czasie kołowania piloci sprawdzają checklistę. Będziemy startować z pełnego dystansu, ponieważ pas startowy w Splicie ma długość zaledwie 2,5km. Choć lotnisko nie jest dużych rozmiarów, częstotliwość startów i lądowań jest dość duża. Przed nami kołują dwie maszyny, SAS na Boeingu 737-800 i Easyjet na Airbusie A319, który wcześniej mijał nas w powietrzu podczas zniżania.
Za raz po starcie z pasa 05 skręcamy w prawo wzbijając się nad błękitnym morzem zgodnie z wyznaczonym SID-em. Po czym obieramy kierunek 310 stopni w stronę punktu SATOL. Stosunkowo niski przelot nad miastem umożliwił mi zrobienie kilku ciekawych zdjęć. Pięknymi widokami gór schodzących do morza Split żegna nas. Podczas wznoszenie na wysokość przelotową piloci żegnają się z kontrolą w Splicie. Droga powrotna będzie wiodła podobnie ja wcześniej, nad Zagrzebie, Lublaną, Wiedniem i Krakowem aż do Warszawy. Weszliśmy na wysokość przelotową FL350. Kapitan informuje pasażerów o wysokości lotu oraz położeniu. Przed nami zatłoczona przestrzeń powietrzna Austrii. Na radarze dostrzegam samolot lecący w naszym kierunku. Z niecierpliwością śledzę jego trasę. Liczę, że będzie przelatywać blisko naszej maszyny. Po chwili moją uwagę przykuwa biała smuga za oknem. Jest to ten samolot, którego trasę przed paroma chwilami obserwowałem na radarze. Ta maszyna przelatuję naprawdę blisko nas! Liczyłem na ciekawe ujęcie i udało się. Był to Boeing 737 linii lotniczych Ukraina International.
Przelatujemy nad Wiedniem i mijamy Dunaj. Pogoda coraz bardziej się pogarsza. Jeszcze 20 minut temu pod nami nie było ani jednej chmury, a teraz trudno już dostrzec przynajmniej skrawek ziemi. Podobno na całej długości trasy mają występować wypiętrzone cumulusy. W Warszawie od wczesnego rana pada deszcz. Podczas lądowania ma być niestety tak samo. Dolatujemy nad terytorium Słowacji, kiedy spostrzegam samolot lecący równolegle do nas. Po chwili namysłu drugi pilot stwierdza, iż jest to Embraer linii lotniczych LOT wracający z Wiednia. Maszyna ta będzie nam towarzyszyć do samej Warszawy. A my łączymy się już z polską kontrolą. Miedzy chmurami dostrzegam krakowskie Balice. Do schodzenia zostało ok.10 minut, dlatego też Kapitan informuje załogę by przygotowała pasażerów. Z
Z gęstych chmur wyłaniają się budynki podwarszawskich miejscowości. Jeszcze tylko podwozie. Trzy zielone kontrolki oznajmiają, iż podwozie zostało wysunięte i zablokowane. Na wysokości
Kontrola daje nam pozwolenie na kołowanie do miejsca postojowego numer 7. Zaraz po zajęciu standa sąsiednie miejsce postojowe zajmuje firmowy Boeing 737 z Bergen, z którego załogą widziałem się już tego samego dnia rano.
Chciałbym serdecznie podziękować całej załodze lotu Norwegian Air Shuttle 2294/2295 za miło spędzony czas w powietrzu i możliwość przeprowadzenia reportażu.
Data: 2010-01-12