EPWA SPOTTERS —> Artykuły —> Lotnictwo Cywilne

Zwykły lot z perspektywy pilota

fot. Michał Dembiński 23 maja odbyłem lot (DY2294/DY2295) samolotem linii lotniczych Norwegian Air Shuttle z Warszawy do Splitu, Chorwackiego miasta położonego nad Morzem Adriatyckim. Chciałbym pokazać jak wygląda zwykły lot z perspektywy pilota. Zapraszam do przeczytania materiału oraz obejrzenia zdjęć z lotu w kokpicie.
 
Moja podróż z załogą linii Norwegia Air Shuttle do Chorwackiego miasta Split rozpoczyna się o godzinie 6 rano w biurze odpraw w Terminalu 1 na warszawskim lotnisku Okęcie. To tu przed każdym lotem zbiera się cała załoga na tak zwany briefing. Kapitan informuje resztę załogi o pogodzie panującej na miejscu docelowym oraz podczas całego lotu. Podaje także dokładną trasę, jaką dzisiaj przemierzymy. Po 15 minutach możemy ruszać. By znaleźć się w samolocie każdy członek załogi musi przejść kontrolę identyczną do kontroli pasażera. Po tej czynności jeszcze chwila na przechadzkę po strefie wolnocłowej i oczekiwanie na autobus, który przewiezie nas pod samolot. Wraz z pilotami zajmuję miejsce w kokpicie. Stewardesy przygotowują się do kolejnego rejsu. Muszą przygotować kabinę do lotu. Gdy załoga jest już gotowa następuje tzw. boarding. Stewardesy witają pasażerów i wskazują wyznaczone miejsca na pokładzie maszyny. W tym samym czasie w kokpicie odbywają się czynności związane z uruchomieniem samolotu. Pół godziny przed planowanym odlotem (slotem) załoga DY2294 zgłasza się na częstotliwości Okęcie Delivery. Dostajemy zgodę na lot, kod transpondera oraz SID czyli procedurę odlotu.Obecnie wszystkie starty i lądowania na Okęcie odbywają się z pasa 33. Na pasie 11/29 odbywa się remont nawierzchni. Piloci sprawdzają checkliste by mieć pewność, że podczas startu wszystko przebiegnie zgodnie z planem. Piloci sprawdzają METAR. W Splicie pogoda ma być piękna, lecz nad Warszawą ciemne chmury. Wreszcie łączymy się z stanowiskiem GND, która daje nam pozwolenie na kołowanie. Można uruchamiać silniki. Najpierw pilot załącza pomocniczy zespół napędowy (APU) by po chwili włączyć silniki. Cała procedura wyćwiczona na pamięć wychodzi pilotom bardzo sprawnie. Kołujemy drogą Alpha do punktu oczekiwania przy pasie 33. Ruch na lotnisku o tej porze jest niewielki. W czasie kołowania dostrzegamy startującego do Bergen Boeinga 737 również linii Norwegia Air Shuttle, z którego załogą miałem przyjemność się zobaczyć w biurze odpraw. W czasie kołowania dostajemy polecenie monitorowania częstotliwości Okęcie TWR na 118.3. W słuchawkach słychać głos kontrolera, który wymawia: „North shuttle 2294, wind is 260 degreess at 5 knots, You are cleared for take offrunway 33. Dzięki, do miłego!” Jeszcze tylko pytanie Kapitana „Startujemy?” i samolot ze 109 osobami na pokładzie zaczyna się rozpędzać na mokrym pasie. Szybko odrywamy się i po chwili jesteśmy już w gęstych, ciemnych chmurach. W sterowaniu samolotem pilotów wyręcza autopilot. Po starcie kontaktujemy się z kontrolą zbliżania, od której dostajemy zgodę na wznoszenie do FL240 i dodatkowo lecieć bezpośrednio do punktu DEDOL. Statystycznie najniebezpieczniejsza część lotu jest już za nami. Przez chmury zaczynają przebijać się promienie słoneczne, a po chwili widzimy już piękne błękitne niebo. Widok ten będzie towarzyszył nam aż do samego Splitu. Im bardziej na południe pogoda robi się coraz ładniejsza. W powietrzu dostajemy potwierdzenie, w Splicie będzie CAVOK. Żegnamy się z kontrolą w Warszawie. Przed nami 2 godzinna podróż nad terytorium Czech, Austrii, Słowenii i Chorwacji.
Jesteśmy już na wysokości przelotowej 24000 stóp. Lecimy do punktu TUSIN, w którym kontrolę nad nami przejmie LKKA CTR. Pod nami już Czechy. Cała nasza trasa z Warszawy do Splitu składa się z wielu punktów nawigacyjnych. Jest to typowy rodzaj nawigacji używanej w dzisiejszym lotnictwie. Każda trasa z punktu A do punktu B prowadzi przez dane punkty, które są wpisywane przed lotem podczas programowania komputera pokładowego (FMC). Samolot porusza się od jednego punktu do następnego aż doleci do celu. Czasami zamiast danego punktu wykorzystuje się np. odbiorniki VOR. Kiedyś na wysokościach przelotowych używano także odbiorników NDB, które zostały wyparte przez nowsze systemy.

Dzisiaj możemy je spotkać głównie na ścieżkach podejścia, choć i z stamtąd powoli znikają. Na podejściu w Splicie znajdują się jeszcze takowe odbiorniki i nadal są używane. My także skorzystamy z odbiornika NDB. Kapitan wpisuje częstotliwości ADF, kiedy drugi pilot sprawdza odpowiednie mapki podejścia na pas 05. W Splicie będziemy lądować z wykorzystaniem systemu ILS. Minęliśmy Wiedeń i zmierzamy w stronę Słowenii. Po prawej stornie widać białe szczyty Alp. To znak, iż zaraz wlecimy na terytorium kolejnego państwa. Mijamy następny punkt i żegnamy się z kontrolą obszarową Austrii.. Piloci informując personel pokładowy o godzinie rozpoczęcia zniżania.

Od kontroli obszarowej dostajemy polecanie zejścia z FL360 na FL330. Następnie kontaktujemy się z kontrolą zbliżania w Splicie, która informuje nas o spodziewanym podejściu na pas 05 z wykorzystaniem ILS’a. Jesteśmy już naprawdę nisko.

W oddali na horyzoncie dostrzegam szafirowe kolory. To znaczy, że już dolatujemy do Morza Adriatyckiego, największego skarbu Chorwacji. Z prawej strony w oddali widać miasto Zadar położone na półwyspie, zaś przed nami niezliczona liczba wysp. Na niektórych można spostrzec miasta inne są zupełnie bez ludne. Jeszcze tylko ostry zakręt w lewo i jesteśmy na ścieżce schodzenia. Ostatni etap lotu – lądowanie. Od początku zapowiadano piękną pogodę w Splicie. Prognozy pogody sprawdziły się. Z odległości 13mil dostrzegam lotnisko. Położone na nie wielkim półwyspie, otoczone z jednej strony morzem zaś z drugiej wysokimi górami. Podwozie wyciągnięte, klapy wysunięte, prędkość 142 węzły. Na wysokości 700 stóp dostajemy zgodę na lądowanie.

 

„North shuttle 2294, wind is calm, clear to land runway 05”

 

Po chwili nasz Boeing 737-300 dotyka kołami pasa – jesteśmy Splicie! Kołowanie na miejsce postojowe odbyło się także bez żadnych problemów. Przed nami 30 minutowy odpoczynek i musimy niestety wracać do Warszawy.

 

Zajęliśmy miejsce na płycie. Obsługa handlingowa szybko podstawiła schody. A pasażerowie sprawnie opuścili samolot. Choć maszyna stoi na płycie piloci nie mają zbytnio czasu by odpocząć po locie. Drugi pilot opuścił samolot na tzw. „walk around”, czyli obchód w około maszyny. Pilot musi sprawdzić czy w czasie lotu jakaś zewnętrzna część maszyny nie została uszkodzona. Po tej procedurze udajemy się do kokpitu by przygotować się do lotu powrotnego. W między czasie obsługa lotniskowa tankuje paliwo oraz ładuje bagaże. Kapitan oznajmia załodze, że możemy przyjmować pasażerów. W locie powrotnym będą 142 osoby. Łączymy się z wieżą, która daje nam pozwolenie na kołowanie do pasa 05. W czasie kołowania piloci sprawdzają checklistę. Będziemy startować z pełnego dystansu, ponieważ pas startowy w Splicie ma długość zaledwie 2,5km. Choć lotnisko nie jest dużych rozmiarów, częstotliwość startów i lądowań jest dość duża. Przed nami kołują dwie maszyny, SAS na Boeingu 737-800 i Easyjet na Airbusie A319, który wcześniej mijał nas w powietrzu podczas zniżania.

Za raz po starcie z pasa 05 skręcamy w prawo wzbijając się nad błękitnym morzem zgodnie z wyznaczonym SID-em. Po czym obieramy kierunek 310 stopni w stronę punktu SATOL. Stosunkowo niski przelot nad miastem umożliwił mi zrobienie kilku ciekawych zdjęć. Pięknymi widokami gór schodzących do morza Split żegna nas. Podczas wznoszenie na wysokość przelotową piloci żegnają się z kontrolą w Splicie. Droga powrotna będzie wiodła podobnie ja wcześniej, nad Zagrzebie, Lublaną, Wiedniem i Krakowem aż do Warszawy. Weszliśmy na wysokość przelotową FL350. Kapitan informuje pasażerów o wysokości lotu oraz położeniu. Przed nami zatłoczona przestrzeń powietrzna Austrii. Na radarze dostrzegam samolot lecący w naszym kierunku. Z niecierpliwością śledzę jego trasę. Liczę, że będzie przelatywać blisko naszej maszyny. Po chwili moją uwagę przykuwa biała smuga za oknem. Jest to ten samolot, którego trasę przed paroma chwilami obserwowałem na radarze. Ta maszyna przelatuję naprawdę blisko nas! Liczyłem na ciekawe ujęcie i udało się. Był to Boeing 737 linii lotniczych Ukraina International.

Przelatujemy nad Wiedniem i mijamy Dunaj. Pogoda coraz bardziej się pogarsza. Jeszcze 20 minut temu pod nami nie było ani jednej chmury, a teraz trudno już dostrzec przynajmniej skrawek ziemi. Podobno na całej długości trasy mają występować wypiętrzone cumulusy. W Warszawie od wczesnego rana pada deszcz. Podczas lądowania ma być niestety tak samo. Dolatujemy nad terytorium Słowacji, kiedy spostrzegam samolot lecący równolegle do nas. Po chwili namysłu drugi pilot stwierdza, iż jest to Embraer linii lotniczych LOT wracający z Wiednia. Maszyna ta będzie nam towarzyszyć do samej Warszawy. A my łączymy się już z polską kontrolą. Miedzy chmurami dostrzegam krakowskie Balice. Do schodzenia zostało ok.10 minut, dlatego też Kapitan informuje załogę by przygotowała pasażerów. Z 35000 stóp obniżamy lot do FL250 i kierujemy się na odbiornik VOR LIN. Następnie dostajemy polecenie od kontroli by schodzić prędkością 270 węzłów na 15000 stóp i utrzymywać. Piloci przygotowują mapy podejścia z wykorzystaniem ILS na pas 33. Zaraz potem rozpoczyna się sprawdzanie chcecklisty przed lądowanie. Kapitan m.in włącza autobreaks, światła do lądowania, ustawia klapy w odpowiedniej konfiguracji. Wszystko gotowe! Można lądować. Dolatujemy do punktu LIN. Lot wciąż odbywa się na automatycznym pilocie. W odległości ok. 25km od progu pasa skręcamy, aby ustawić się w osi pasa 33 z prędkością 160 węzłów.

Z gęstych chmur wyłaniają się budynki podwarszawskich miejscowości. Jeszcze tylko podwozie. Trzy zielone kontrolki oznajmiają, iż podwozie zostało wysunięte i zablokowane. Na wysokości 1600 stóp można już dostrzec światła podejścia. W kokpicie rozlega się sygnał mówiący o tym, że autopilot został odłączony, a maszyna od tej pory jest sterowana ręcznie. Przy prędkości 142 węzłów lądujemy nieco twardo z powodu bocznego wiatru (crosswind). Pomimo mokrej nawierzchni pilotom udaje się wyhamować w drogę kołowania Sierra. Przełączamy się na częstotliwość Ground.

Kontrola daje nam pozwolenie na kołowanie do miejsca postojowego numer 7. Zaraz po zajęciu standa sąsiednie miejsce postojowe zajmuje firmowy Boeing 737 z Bergen, z którego załogą widziałem się już tego samego dnia rano.


Chciałbym serdecznie podziękować całej załodze lotu Norwegian Air Shuttle 2294/2295 za miło spędzony czas w powietrzu i możliwość przeprowadzenia reportażu.



Data: 2010-01-12